Cytaty na temat dziesiątek

Zbiór cytatów na temat dziesiątek.

Pokrewne tematy

Razem 100 cytatów:


Veronica Campbell-Brown Fotografia

„Są dziesiątki gazet, które pisały o mnie w superlatywach, jak również odznaczenia, które otrzymałem, pozycja konsula honorowego oraz fakt, że nie byłem nigdy karany mówią same za siebie.“

—  Jan Kobylański polski przedsiębiorca 1923
Źródło: Jana Kobylańskiego, usopal. com, 13 listopada 2010 http://www.usopal.pl/usopal/319-zeznania-pana-prezesa-jana-kobylaskiego,Zeznania

Reklama
Wilhelm Frick Fotografia
Jacek Borcuch Fotografia
 Cixi Fotografia
Mohammad Reza Pahlawi Fotografia
Zenon Grocholewski Fotografia

„Bardzo się cieszę, że w ostatnich dziesiątkach lat powstało bardzo dużo uniwersytetów katolickich. Ich ilość w świecie rośnie. Myślę, że one są bardzo potrzebne, żeby formować inteligencję katolicką, inteligencję lekarzy, katolickich dziennikarzy, polityków, prawników, pedagogów katolickich. To jest bardzo ważne.“

—  Zenon Grocholewski kardynał polski 1939
Źródło: O. Waldemar Gonczaruk CSsR, o. Tadeusz Rydzyk CSsR, Wywiad z J. E ks. Zenon Kardynałem Grocholewski, Prefektem Kongregacji ds. Wychowania Katolickiego w Stolicy Apostolskiej http://www.radiomaryja.pl/multimedia/wywiad-z-j-e-ks-zenon-kardynalem-grocholewski-prefektem-kongregacji-ds-wychowania-katolickiego-w-stolicy-apostolskiej/, radiomaryja. pl, 10 lipca 2012

Reklama
Adam Schaff Fotografia

„W jednej ze swych bajek-opowieści (…) Szczedryn maluje typ biurokraty pyszałka, bardzo ograniczonego i tępego, ale bezgranicznie zarozumiałego i gorliwego. Gdy (…) wytracił tysiące mieszkańców, spalił dziesiątki miast i zaprowadził w ten sposób „ład i spokój” w „powierzonym” mu kraju, rozejrzał się wokoło i spostrzegł na horyzoncie Amerykę, kraj (…) mało znany, w którym istnieją (…) jakieś swobody, które bałamucą lud i gdzie państwem rządzą za pomocą innych metod. (…) spostrzegł Amerykę i oburzył się: co to za kraj, skąd on się wziął, jakim to prawem istnieje? Oczywiście, przypadkowo odkryto go przed kilkoma wiekami, ale czyż nie można go z powrotem zakryć, żeby po nim nawet śladu nie zostało? I powiedziawszy to, napisał rezolucję: „Zakryć z powrotem Amerykę”!
Wydaje mi się że panowie z „Deutsche Diplomatisch-Politische Korrespondenz” są jak dwie krople wody podobni do szczedrynowkskiego biurokraty. Panom tym ZSRR od dawna już jest solą w oku. Dziewiętnaście lat stoi ZSRR jak drogowskaz, zarażając duchem wyzwolenia klasę robotniczą całego świata i wywołując wściekłość wrogów klasy. robotniczej. I oto (…) ZSRR nie tylko po prostu istnieje, ale nawet rośnie, i nie tytko rośnie, ale nawet kwitnie, i nie tylko kwitnie, ale nawet układa projekt nowej Konstytucji, projekt podniecający umysły budząc nowe nadzieje w klasach uciskanych. Jakżeż po tym wszystkim nie mają się oburzać panowie z niemieckiego organu półoficjalnego? Co to za kraj wrzeszczą, jakim to prawem istnieje, i jeśli go odkryto w październiku 1917 roku, to dlaczego nie można go z powrotem zakryć, żeby po nim nawet śladu nie pozostało? I powiedziawszy to, postanowili: zakryć z powrotem ZSRR, obwieścić wszem i wobec, że ZSRR jako państwo nie istnieje, że ZSRR – to nic innego, jak tylko zwykłe pojecie geograficzne!“

—  Adam Schaff filozof polski 1913 - 2006

Carne Ross Fotografia
Reklama
Józef Stalin Fotografia

„Samowładztwo bezwstydnie wyciąga ku nam zbroczone krwią ręce i doradza pojednanie! Ogłosiło jakiś „ukaz najwyższy”, w którym obiecuje nam jakąś tam „wolność” (…) Stare łotry! Myślą, że słowami nakarmią miliony głodującego proletariatu Rosji! Spodziewają się, że słowami zaspokoją zubożałe i udręczone wielomilionowe masy chłopskie! Obietnicami chcą zagłuszyć płacz osieroconych rodzin – ofiar wojny! Nikczemni! Tonąc chwytają się słomki!… Tak towarzysze, od podstaw chwieje się tron rządu carskiego! Rząd, który za złupione z nas podatki płaci pensje naszym siepaczom – ministrom, gubernatorom, naczelnikom powiatów i więzień, komisarzom policji, żandarmom i szpiegom: rząd, który żołnierzy wziętych spośród nas – naszych braci i synów – zmusza do przelewania naszej krwi; który na wszelkie sposoby popiera obszarników i przedsiębiorców w ich codziennej walce przeciwko nam; który spętał nam ręce i nogi i zepchnął nas do położenia wyzutych z praw niewolników; który bestialsko zdeptał i sponiewierał to, co mamy najświętszego – naszą godność ludzką – ten właśnie rząd chwieje się teraz i traci grunt pod nogami! Czas już pomścić! Czas pomścić okrytych sławą towarzyszy bestialsko zamordowanych przez siepaczy carskich w Jarosławiu, Dąbrowie, Petersburgu, Moskwie, Batumie, Tyflisie, Złatouście, Tichorieckiej, Michajłowie, Kiszyniowie, Komlu, Jakucku, Gurii, Baku i innych miejscowościach! Nastał czas porachunku za dziesiątki tysięcy niewinnych nieszczęsnych ludzi, którzy zginęli na polach Dalekiego Wschodu! Czas osuszyć łzy ich żon i dzieci. Czas pociągnąć carat do odpowiedzialności za cierpienia i poniżenia, za łańcuchy hańby, w które zakuł nas od wieków! Czas skończyć z rządem carskim i oczyścić szlak wiodący do ustroju socjalistycznego! Czas obalić rząd carski! I my obalimy go!“

—  Józef Stalin przywódca ZSRR 1878 - 1953
Źródło: Robotnicy Kaukazu nadszedł czas pomsty!, styczeń 1905 r., tom I, wyd. Książka i Wiedza, Warszawa 1949, s. 94, 95.

„Emocje między Polakami a Rosjanami są często demonizowane. Rzecz polega na tym, że nie ma problemu stosunku Rosjan do Polaków. Oni widzą nas jako jeden z wielu narodów, które mieszkają z nimi po sąsiedzku. Wyjątkowość? Jesteśmy dla nich przede wszystkim Słowianami, choć trochę innymi pod niejednym względem, takimi, którzy zakorzenili się w kulturze Zachodu. Ta sama relacja w przeciwną stronę wygląda już inaczej. W Polsce częste jest neurasteniczne postrzeganie Rosjan ze względu na nasze doświadczenie historyczne. To zrozumiałe, bo chodzi o rzeczywiste traumy, które sprawiają, że my wciąż trzymamy urazy. Kiedy więc słyszę, że dziesiątki tysięcy zwykłych Rosjan przyjeżdżają do Trójmiasta na zakupy, mam wyłącznie dobre przewidywania. Jest okazja, by oglądać Rosjan takimi, jacy oni są, bez tego historyczno-politycznego odium. Jeśli już górale zaczynają się uczyć rosyjskiego w Zakopanem... To się zaczyna oczywiście od prostej, nazwijmy to, że biznesowej, potrzeby. Ale co za tym idzie dalej? Spotkania, rozmowy, otwartość. Chodzi o przełom, miliony jednostkowych kontaktów, które doprowadzają do zmiany mentalnej w głowach poszczególnych ludzi. To powoli dzieje się i pokładam w tym dużą nadzieję.“

—  Stanisław Ciosek polski polityk i dyplomata 1939
Źródło: Stanisław Ciosek: Emocje między Polakami a Rosjanami są często demonizowane, gazeta. pl, 22 września 2013 http://trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/1,35636,14638672,Stanislaw_Ciosek__Emocje_miedzy_Polakami_a_Rosjanami.html#ixzz2s50OOsGT

Jędrzej Moraczewski Fotografia

„O nieuleczalnej chorobie ustroju kapitalistycznego w jego dzisiejszej formie świadczą periodyczne kryzysy gospodarcze, coraz silniejsze, wyrzucające z pracy, jak na przykład ostatni, dziesiątki milionów robotników. W życiu gospodarczym i politycznym społeczeństw następują, po każdym ataku kryzysowym, przemiany istotne, ustrojowe. Gdyby nic nie mąciło toku wydarzeń, gdyby żaden inny czynnik nie wieszał się w przebieg przemian, należałoby oczekiwać, w czasie dającym się matematycznie określić, nadejścia takiej fali kryzysowej, od której historia zacznie liczyć nową erę gospodarstwa społecznego. Cechą znamienną, wspólną ostatniemu kryzysowi we wszystkich państwach, jest odsłonięcie choroby, nie tyle organu wytwórczego, ile rozdzielczego (…). Towarów na ogół wytwarza się za dużo, to jest więcej niż ludność świata może ich normalnie zużytkować. Tylko olbrzymia, przeważająca masa ludności nie może, bo nie ma jak, bo nie ma za co, zaspokajać swoich potrzeb, narzuconych jej przez klimat, cywilizację, ustrój społeczno-gospodarczy i organizm (pożywienie). Za dużo jest biedy i głodu w społeczeństwach, zanadto niesprawiedliwy jest rozdział bogactw, aby się to co pewien czas nie musiało odbić na wytwórczości.“

—  Jędrzej Moraczewski 1870 - 1944
Źródło: Rozważania nad położeniem politycznym i gospodarczym Polski, Warszawa 1938, cyt. za: Marian Romaniuk, Jędrzej Edward Moraczewski (1870–1944), lewicowo. pl http://lewicowo.pl/jedrzej-edward-moraczewski-1870-1944/

Jan Karski Fotografia

„Obóz, jak się zorientowałem. Obejmował teren około półtora kilometra kwadratowego płaskiego terenu. Otoczony był solidnym ogrodzeniem z drutu kolczastego, rozpiętego kilkoma rzędami pomiędzy drewnianymi słupami. Ogrodzenie miało ponad dwa i pół metra wysokości. Po zewnętrznej stronie przechadzały się patrole w odstępach około pięćdziesięciometrowych. Po stronie wewnętrznej strażnicy z bronią stali co jakieś piętnaście metrów. Za drutami stało kilkanaście baraków. Przestrzeń pomiędzy nimi wypełniał gęsty, falujący tłum. Więźniowie tłoczyli się, przekrzykiwali. Z kolei strażnicy starali się utrzymywać ich we względnym porządku…
… Po lewej stronie od bramy, o jakieś sto metrów za ogrodzeniem, był tor kolejowy, a właściwie rodzaj rampy. Prowadził od niej do ogrodzenia chodnik zbity z desek. Na torowisku stał pociąg złożony z około trzydziestu wagonów towarowych. Były brudne i zakurzone…
… Mijaliśmy akurat jakiegoś starca. Siedział na ziemi nagi i rytmicznie kiwał się do przodu i tyłu. Jego oczy błyszczały i nieustannie mrugał powiekami. Nikt nie zwracał na niego uwagi. Obok leżało dziecko w łachmanach. Miało drgawki. Z przerażeniem spoglądało dookoła.
Tłum pulsował jakimś obłędnym rytmem. Wrzeszczeli, machali rękami, kłócili się i przeklinali. Zapewne wiedzieli, że niedługo odjadą w nieznane, a strach, głód i pragnienie potęgowały poczucie niepewności i zwierzęcego zagrożenia. Ludzie ci zostali wcześniej ograbieni z całego skromnego dobytku, jaki im pozwolono zabrać w tę podróż. Było to pięć kilogramów bagażu. Były to zwykle jakieś najpotrzebniejsze w drodze przedmioty. Poduszka, jakieś okrycie, trochę jedzenia, butelka z wodą. Czasem kosztowności czy pieniądze. Docierała tu przeważnie ludność gett, która nie miała już nic…
Pobyt w obozie nie trwał długo. Zazwyczaj nie dłużej niż cztery dni. Potem pakowano ich w wagony na śmierć. Przez czas pobytu w obozie prawie nie otrzymywali jedzenia. Zdani byli na własne zapasy.
Baraki obozowe mogły pomieścić mniej więcej połowę więźniów. Drugie tyle pozostawało na dworze. Powietrze wypełniał odór ludzkich odchodów, potu, brudu i zgnilizny…
… Oficer SS, odpowiadający zapewne za załadunek, stanął przed tłumem Żydów. Nogi rozstawił szeroko.
– Ruhe! Ruhe! Spokój! – wrzasnął. – Wszyscy Żydzi mają wejść do wagonów. Pojedziecie tam, gdzie jest dla was praca. Ma być porządek. Nie wolno się pchać ani opóźniać załadunku. Kto będzie wywoływał panikę albo stawiał opór, zostanie zastrzelony.
Przerwał i wbił wzrok w masę ludzką przed sobą. Spokojnie zaczął otwierać kaburę pistoletu. Wyjął broń. Pierwsze szeregi Żydów zaczęły się cofać. Niemiec zaśmiał się i oddał trzy strzały w tłum. W grobowej ciszy rozległ się przeszywający krzyk. Spokojnie schował pistolet.
– A teraz do wagonów! Raus! – wrzasnął.
Tłum zamarł. Z tyłu rozległy się strzały. Ludzie ławą ruszyli do przodu, krzycząc przeraźliwie. Zbliżali się do drewnianego pomostu. Ludzki strumień był jednak zbyt szeroki, aby się w nim pomieścić. Esesmani otworzyli ogień. Pędzący zaczęli padać. Rozległ się głuchy tupot nóg po deskach rampy. Teraz zaczęli strzelać strażnicy stojący przy wagonach. Tłum przyhamował.
– Ordnung! Ordnung! – wrzeszczał esesman.
Pierwsi Żydzi wpadli do wagonu. Niemcy przy drzwiach odliczali ich. Po liczbie „sto czterdzieści” esesman zawył „Halt!” i dwukrotnie strzelił. Przystanęli. Pociąg powoli szarpnął i nowy wagon wtoczył się na wysokość pomostu. Zaczęli go wypełniać nowi więźniowie.
Wedle wojskowych regulaminów wagon towarowy przeznaczony był na osiem koni lub czterdziestu żołnierzy w transporcie. Upychając ludzi na siłę i bez jakiegokolwiek bagażu, można było pomieścić w wagonie sto osób. Niemcy wydali rozkaz pakowania po stu trzydziestu, ale jeszcze dopychali dodatkową dziesiątkę. Gdy drzwi nie dały się zamknąć, tłukli na oślep kolbami, strzelali do środka wagonu, wrzeszczeli na nieszczęsnych Żydów. Ci, aby zrobić miejsce dla nowych, wspinali się na ramiona i głowy już znajdujących się wewnątrz. Z głębi wagonu dochodził jakiś potępieńczy ryk i wycie.
Gdy upchnięto już sto czterdzieści osób, strażnicy przystąpili do zamykania drzwi. Były ciężkie, wykonane z drewna obitego żelazem. Miażdżyły wystające na zewnątrz kończyny wśród wrzasków bólu. Po zasunięciu drzwi zabezpieczano je żelazną sztabą i ryglowano.
Przed załadunkiem na podłogę wagonów sypano warstwę niegaszonego wapna. Oficjalnie był to zabieg higieniczny. Chodziło o nie rozprzestrzenianie się chorób zakaźnych. W praktyce wapno gwałtownie absorbowało wilgoć z powietrza. Spadała zawartość tlenu i ludzie zaczynali się dusić. Równocześnie wapno w kontakcie z ludzkimi odchodami wydzielało trujące substancje, między innymi chlor. Ten zaś dusił stłoczonych więźniów. Niemcy osiągali podwójny cel. Choroby zakaźne istotnie się nie rozprzestrzeniały, a wagon można było łatwiej po transporcie wymyć. Po drugie, transportu tego nie przeżywało wielu „podróżnych”. A o to przecież chodziło.
Czasami od polskich kolejarzy docierały informacje, że takie wagony z Żydami stały na bocznicach po kilka dni. Po otwarciu znajdowano w nich same trupy…
… Na obozowym placu pozostali zabici i konający. Strażnicy przechadzali się wolnym krokiem i dobijali ich strzałami w głowę. Wkrótce zapanowała cisza…“

—  Jan Karski prawnik, dyplomata, wykładowca akademicki, polski kurier czasów II wojny światowej 1914 - 2000
Karski dostał się w przebraniu strażnika do obozu tranzytowego dla Żydów w Izbicy, który był „ostatnim etapem” przez obozem zagłady w Bełżcu.

Help us translate English quotes

Discover interesting quotes and translate them.

Start translating