Cytaty o podróżowaniu strona 2

Zbiór cytatów na temat podróżowanie.

Pokrewne tematy

Razem 106 cytatów o podróżowaniu:


Abdul Turay Fotografia
Reklama
Krzysztof Skiba Fotografia
Jacek Bocheński Fotografia

„Poeci, aby podróżować, nie muszą fizycznie odbywać podróży.“

—  Jacek Bocheński polski pisarz 1926
Źródło: Podróżniczka Julia Hartwig, „Kwartalnik Artystyczny” nr 3, 2011, s. 38.

Viggo Mortensen Fotografia
Leon Barszczewski Fotografia

„Od dzieciństwa czułem pociąg do studiów przyrodniczych, do badań nad światem i zabytkami starożytnymi, do etnografii, a zwłaszcza do podróżowania.“

—  Leon Barszczewski polski żołnierz, fotograf, badacz kultury Środkowej Azji, przyrodnik, glacjolog 1849 - 1910
Źródło: autobiografia, cyt. za: Joanna Pociask-Karteczka, Emirat Buchary w obiektywie Leona Barszczewskiego, „Alma Mater”, nr 100, luty 2008, s. 111.

Nirupama Rao Fotografia

„Jedna piąta światowych zasobów energii podróżuje obecnie przez Ocean Indyjski. Bezpieczeństwo szlaków, które go przecinają jest kluczowe.“

—  Nirupama Rao 1950
Źródło: Indie – USA: Razem w trosce o bezpieczeństwo szlaków morskich, polska-azja. pl, 29 września 2011 http://www.polska-azja.pl/2011/09/28/indie-usa-razem-w-trosce-o-bezpieczenstwo-szlakow-morskich/

Reklama
Yoani Sánchez Fotografia
Zygmunt Bauman Fotografia
Elizabeth Gurley Flynn Fotografia

„Nie pociągało mnie życie rodzinne i liczna familia (…). Chciałam przemawiać i pisać, podróżować, spotykać ludzi, odwiedzać rozmaite miejsca, działać na rzecz IWW. Nie widziałam powodu, dlaczego ja, jako kobieta, miałabym z tego zrezygnować.“

—  Elizabeth Gurley Flynn 1890 - 1964
Źródło: Rebel Girl (autobiografia); cyt. za: Howard Zinn, Ludowa historia Stanów Zjednoczonych. Od roku 1492 do dziś, tłum. Andrzej Wojtasik, Wyd. Krytyki Politycznej, Warszawa 2016, s. 446.

John le Carré Fotografia
Reklama
Jean Reno Fotografia
Matthew Boulton Fotografia

„Kiedy dalajlama podróżuje za granicę, wszyscy postrzegają go tak słodkim, tak współczującym. Kochają jego przesłanie ahimsy i empatię dla wroga. Tak absolutna koncepcja jest dla świętych, a my nie mamy takich wielu. To jest zwodniczy obraz tego, jacy Tybetańczycy są naprawdę.“

—  Lhasang Cering 1952
Źródło: Natalia Bloch, Nie jesteśmy Buddami – Tybetański ruch wolnościowy na uchodźstwie, ratujtybet. org http://archiwum.ratujtybet.org/Tybet/Nie_jestesmy_Buddami_Tybetanski_ruch_wolnosciowy_na_uchodzstwie

Richard Morgan Fotografia

„Tak czy owak wszystko dobrze się skończyło. Zmieniłem kierunek studiów na historię z ukierunkowaniem polityczno-filozoficznym i poznałem kilku nowych przyjaciół. Od tego czasu, życie na uczelni było wszystkim czego pragnąłem począwszy od niewielkiej ilości czasu jaki ode mnie wymagano. Tak naprawdę, nigdy się nie pogodziłem z faktem, że osiągnięcia na uczelni to coś wymagającego wysiłku. Dwa lata później zakończyłem swoją edukację z bardzo średnimi ocenami i dwoma na nowo odkrytymi i raczej naiwnymi ambicjami z lat młodzieńczych. Chciałem podróżować. I chciałem pisać.
Chęć oczywiście, sama w sobie nie gwarantuje sukcesu. Niestety moje raczej cieplarniane wychowanie nie nauczyło mnie tego. Nie nauczyły mnie tego również 3 lata w instytucji edukacyjnej, gdzie kobiety w średnim wieku codziennie sprzątają ci pokój i ścielą łóżko. Prawdę mówiąc byłem zepsuty. Przeniosłem się do Londynu, który wessał mnie niczym doktora Watsona na początku Studium w szkarłacie. W przeciwieństwie do Dr. Watsona nie zamierzałem jednak pozostać na długo – chciałem zaoszczędzić jedynie trochę pieniędzy, coś napisać i wybrać się w podróż dookoła świata płacąc za wszystko z zaliczek od hojnego wydawcy.
Jasne.
Londyn zweryfikował te marzenia. W domu, w Norfolk, a nawet w Cambridge, moje pragnienie zostania pisarzem odróżniały mnie od tłumu. W Londynie, fakt, że chcesz zostać pisarzem (artystą, reżyserem ) było czasem czymś dobijająco przeciętnym. Każdy w Londynie pisze powieść, planuje to zrobić, zna kogoś kto to robi, pracuje w wydawnictwie, albo co najgorsze z wszystkiego – już coś wydał.
Dzięki szczęśliwej sytuacji geopolitycznej będącej następstwem kliku wieków brytyjskiego imperializmu ustępującego pola szybko rozwijającej się strefie wpływów Stanów Zjednoczonych, ludzie na całym świecie chcą się uczyć angielskiego.
Z zupełnie zrozumiałych, choć pedagogicznie niepewnych powodów, ludzie wierzą, że jedyny sposób by nauczyć się angielskiego to lekcje z native speakerami. Dodaj do tego powszechną żyłkę handlową przedsiębiorców, odrobinę sprytnej reklamy i oto wynik – przemysł Nauki Języka Angielskiego (NJA). Niecały rok od momentu, gdy zdecydowałem, że chcę żyć i pracować za granicą znalazłem się w Istambule mając za sobą cztery tygodnie treningu w International House bez wartego uwagi doświadczenia i z większą pensją niż lokalny lekarz. Czyż gospodarka rynkowa nie jest wspaniała?
NJA była dla mnie dość przypadkową karierą (zapewne podobnie jak w przypadku 90% jej pracowników), lecz dziwnym trafem kontynuowałem ją 14 lat. Poczucie winy w stosunku do nieszczęsnych tureckich lekarzy sprawiło, że dobrze wyuczyłem się tego fachy. Czytałem literaturę, dołączyłem do zawodowych stowarzyszeń, zapisałem się na dalsze kursy. Z Istambułu jeździłem do Londynu, Z Londynu do Madrytu, z Madrytu do Glasgow. Z nieopierzonego ucznia stałem się dyrektorem studium, potem doświadczonym profesjonalistą w dziedzinie NJA i wreszcie trenerem nauczycieli. Moje wynagrodzenie rosło. Niewielkie szkółki otworzyły mi drogę do w miarę poważnych instytucji, które otworzyły mi drogę do profesjonalnych firm, które otworzyły mi drogę do posady na uniwersytecie. Rozdawałem foldery na konferencjach. Ale zaraz...
Czy nie chciałem zostać pisarzem? No tak. Podczas, kiedy utrzymywałem się z uczenia angielskiego, również pisałem w tym języku. czasem wściekle, czasem spokojnie i leniwie – zależnie od nastroju. Pisałem krótkie historie, pisałem artykuły. Pisałem scenariusz i poświęciłem półtora roku mojego cennego czasu próbując sprawić aby jakiś filmowiec potraktował go poważnie. Pisałem powieść. Zupełnie nic nie wydałem i nikt nie zrobił filmu.
Na plus mogę policzyć to, że pisałem to na co miałem ochotę.
W końcu napisałem Modyfikowany węgiel. Golancz go wydał, Hollywood kupiło, a ja zostawiłem swoją stałą pracę.
Osiem miesięcy. Tak po prostu.
Ciągle piszę. Musiałbym być martwy albo sparaliżowany, żeby przestać.“

—  Richard Morgan 1965
Źródło: informacja biograficzna z obwoluty Modyfikowanego węgla

Natępna